Na podbój Szwecji...

30 czerwca, 2015

Zaczęło się jak zwykle „ ktoś słyszał, że ktoś organizuje” . Odszukałem, zagadałem i zebrała się spora grupka z klubu oraz luzaków z Lęborka i okolic . Z grupą z Trójmiasta było nas ponad 40 osób. Ja postanowiłem jechać ruskiem, czyli K750M z 1964r. Po części z fantazji, a trochę z musu, bo obiecałem Hrabiemu (kumpel), że pojedzie ze mną, a Hrabia nie podróżuje inaczej jak tylko w koszu. No cóż, Hrabia to Hrabia i tak ma, i z tym się nie dyskutuje.

Przed wyjazdem zmodernizowałem truchło zapodając mu zapłon elektroniczny. Ruszyliśmy na punkt zborny , już po 2 kilometrach szybka wymiana akumulatora. Dalej jeden zapomniał dowodu, drugi dokumentów, to korek na drodze ,bo wypadek na wylocie z Wejherowa, ale doturlaliśmy się na prom. Aby było weselej, „Kaśka” uznała, że to już koniec podróży i umarła jej iskra na amen. Rada starszych w osobach Benka i Klawego po wspólnym zdiagnozowaniu problemu rozpoczęła akcję ratunkową , uruchamiając Misieta, a ten Bartka z Hawk Custom Garage Unimoto Team. W czasie oczekiwania na ratunek w postaci akumulatora i ładowarki Hrabia lekko oszalał i zmuszał mnie do zamiany jednego akumulatora na drugi, wykręcania i czyszczenia świec, sprawdzania przewodów i wielu innych czynności ,które się zalęgły w jego anty-technicznej mózgownicy, ale niech mu tam, no chciał do tej Szwecji, a tu dupa blada. Bartek przywiózł prostownik.

Obsługa promu zgodziła się na wepchanie zaprzęgu na pokład. Szybkie wyciąganie akumulatora z motocykla , kabina, prostownik-akumulator i piwo antystresowe. Kabina niezła, dwie koje, łazienka z prysznicem, no i w drodze do Szwecji, a nie na nabrzeżu. Dalej zwiedzanie promu, integracja z kolegami i więcej integracji z kolegami zakończone dyskoteką. Rano akumulator do motorsa, próba i … dalej nie ma iskry, a prąd jest. Mając już wprawę, pchamy ruska z promu kilometr na parking dla tirów. Po naradzie Benkiem, Klawym i Saszą, decyzja -zostajemy z Hrabią, naprawiamy motocykl i dojedziemy do Was. Został z nami Jarek , jadący starą WSK125. Po wymianie elektronicznego zapłonu na stary z ręczną regulacja przyspieszenia, przegadaniu ponad kwadransa o M-kach, Kaśkach, Dnieprach i Uralach z naszymi i ukraińskimi tirowcami (poratowali nas małymi imbusami), ruszyliśmy za resztą do Rooneby .

Po drodze bez niespodzianek, wpadliśmy w długą kolejkę zabytkowych aut, 170 koron na głowę i wreszcie marzenie spełnione . Jesteśmy dumnie zaparkowani obok Citroena 2CV. Reszcie z miejscem się nie poszczęściło, nawet tym zabytkowym, Jak Royal Enfield, czy Yamaha SR500, organizatorzy skierowali ich na parking dla gości przy bramie i nie dało się lansować, ale późniejsze widoki zrekompensowały wszystko. To jest raj dla fanów starej motoryzacji i nie tylko .. . Oglądanie, oglądanie i jeszcze raz oglądanie, zdjęcia i oglądanie. Wyjazd z naszego kąta do reszty połączony z widowiskowym ciąganiem WSK-i przez Kaśkę w celu odpalenia. Wywołaliśmy tym sporą sensację, jakby to było coś dziwnego ;P. Spotkanie z Bogo (kumpel z Klubu) pracującym w Rooneby, pamiątkowa fotka i powrót. Jak zwykle z przygodami, WSK-a po drodze zgasła, więc zgubiliśmy grupę i parokrotnie drogę do Karlskrony . Obiad z grupą w Marinemuseum, zwiedzanie okolicznych wysepek i powrót na prom już bez niespodzianek, kolacja i znów dyskoteka. Rano w Gdyni dla wszystkich dmuchanie w alkomat urządzone przez naszą policję i dalej już spokojnie do domu.

Udostępnij:

Komentarze

blog comments powered by Disqus

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".